Odwołanie Jarosława Gowina

Dla wielu polityków Platformy Obywatelskiej, szczególnie jej konserwatywnego skrzydła, decyzja o odwołaniu Jarosława Gowina była dużym zaskoczeniem. Reprezentował on ich skrzydło dość silnie i był politykiem rozpoznawanym medialnie i docenianym przez obywateli. Niestety jego nieporozumienia z premierem Donaldem Tuskiem i niekiedy medialne wystąpienia, w których to występował przeciw decyzjom rządu doprowadziły w konsekwencji do jego odwołania. Nowym ministrem sprawiedliwości został Marek Biernacki. Jak twierdzą jego koledzy partyjni jest on dużo bardziej konserwatywny w swoich poglądach, niż Jarosław Gowin. Sądzą, że będzie on silnie reprezentował skrzydło konserwatywne Platformy na scenie politycznej. Widocznie premierowi nie chodziło o to, żeby uciszyć konserwatystów w swoich szeregach, a tylko o nieporozumienia dotyczące polityki rządu z Jarosławem Gowinem. W powołaniu nowego ministra część konserwatystów Platformy Obywatelskiej widzi umocnienie swojej pozycji, a część jej osłabienie. Niektórzy nadal są przywiązani do Gowina i uważają, że był silnym reprezentantem konserwatystów. Pozostają także zaskoczeni decyzją premiera. Sądzą, że wiele kwestii należało wyjaśnić i nie były zbyt wiążące do tego, aby odwoływać Gowina z funkcji ministra. Czas pokaże, czy Marek Biernacki zasłuży na poparcie ze strony kolegów partyjnych.

Nowy król Holandii

Wilhelm – Alexander 30 kwietnia objął tron holenderski. Niektórzy dopatrują się tego, że doprowadzi on do upadku monarchii w Niderlandach. Pokazują, że prze ostatnie lata rządy sprawowane były przez kobiety. Świetnie do tego przygotowane. Wychowana w dość restrykcyjnych warunkach i w świadomości, że one są dla kraju, a nie kraj dla nich. Przekładały interesy państwa nad własne potrzeby. Służyły krajowi i obywatelom. Tak zostały wychowane. Królowa Beatrycze abdykowała z tronu dając synowi czas na to, aby mógł żyć normalnie i odchować swoje dzieci. Dobrze wiedziała, że obowiązkom głowy państwa trzeba poświęcić się bezwzględnie. Historia Niderlandów bardzo niekorzystnie wspomina rządy ostatniego króla, który to prowadził dość rozpustny tryb życia. Dlatego chcąc uniknąć nieprzyjemnych powiązań nowy król będzie sprawował swoje rządy. Jako Wilhelm – Alexander. Niestety wielu analityków podejrzewa, że będzie to koniec monarchii. Nowy władca swoje panowanie postrzega bardziej w sferze przywileju, aniżeli służby narodowi. Ponad to nie zdaje się, aby jego własne interesy był w stanie poświęcić na rzecz państwa. Kiedyś zapytany o to, powiedziała, że zawsze wybierze miłość, a nie koronę. Wychowany w luksusie i przepychu nie wie, że potrzeby obywateli powinien przekładać ponad swoje pragnienia.

Ustrój totalitarny na świecie

Władza totalitarna jest znana już od wieków. Ustrój polityczny, w którym władzę absolutną sprawuje jeden człowiek lub partia. Obecnie także są znane władze totalitarne. Powszechne w krajach, gdzie ludzie są wykorzystywani przez rządzących i nie potrafią się wyrwać pod wpływu jednostki. Ograniczone możliwości podróżowania, jak również decydowania o sobie. Główną bronią polityków totalitarnych jest wprowadzenie reżimu i utrzymywanie go za pomocą siły. Mają do dyspozycji aparat militarny, który jest im podległy i posłuszny. Władza opiera się na tym, że nikt nie może wystąpić przeciw rządzącym. Ludzie podlegają głębokiej infiltracji, a wszelki opór jest duszony przy użyciu siły. Obecnie pod silnym wpływem różnego typu organizacji są wprowadzane wybory, których wynik jest z góry przesądzony. Politycy państwa demokratycznych starają się wspomóc obywateli. Media podają coraz nowsze informacje. Jednak ustrój totalitarny trudno jest obalić. Najgorsze jest to, że wprowadzenie demokracji do takich państw też nie jest łatwe. Ludzie żyjący pod władzą totalitarną mieli zapewnione zaspokojenie podstawowych potrzeb. Niekiedy bywa, że demokracja w tych państwach jest na nowo obalana, gdyż ludzie tęsknią za stabilizacją, którą zapewniał im jeden przywódca. Polityka totalitarna nadal jest obecna w państwach XXI wieku.

Ustrój demokratyczny to rządy ludu

Demokracja jest znana już od czasów starożytnych. Od tamtego okresu ustrój ten przeszedł szereg zmian politycznych. Jednak nadal jego nadrzędną częścią są rządy ludu. Niegdyś uczeni oraz mężczyźni wysoką rangą znaczący coś w kraju zbierali się na rynku i obradowali w celu ustalenia najważniejszych spraw dla miasta. Z czasem ludzi zaczynało przybywać i stało się to niemożliwe. Powołano, zatem grupy w formie senatu lub sejmu, które miały stać się reprezentantami ludu. Ten ustrój polityczny polega głównie na tym, że ludzie w wolnych wyborach głosują na swoich reprezentantów, którzy przedstawiają swój program wyborczy oraz cele, jakie zamierzają osiągnąć będąc u władzy. Tak naprawdę każdy ma prawo podjąć decyzję, co jest dla niego najbardziej odpowiednie. Zwycięża głos większości. Wybrani posłowie obradują i podejmują także większością głosów decyzje dotyczące państwa i obywateli. W demokracji liczy się głos większości. To ona decyduje o tym, co jest najlepsze dla państwa. Jednostka może mieć swoje dążenia, ale to ogół decyduje. Demokracja jest zwana rządami ludu. Społeczeństwo wybiera swoich przedstawicieli w wolnych wyborach. Oni tworzą sejm i senat. Podejmują uchwały, tworzą prawa wygrywają ci, którzy mają większość głosów. W tym ustroju politycznym ważne jest to, aby do swoich poglądów przekonać większość opinii.

Tanie przedszkola kolejną obietnicą

W realizacji postanowień polityki prorodzinnej premier Donald Tusk wiele obiecuje. Czasami należy zastanowić się, czy nie są to znowu czcze obietnice przed wyborami do parlamentu. Jednym z takich przyrzeczeń zdaje się być opłata za przedszkole. Każdy rodzic bezpłatnie może posłać tam swoje dziecko, ale tylko na pięć godzin. Co niekiedy jest niemożliwe. Gdyż przedszkola są placówkami utrzymującymi się po części z pieniędzy od rodziców. Dlatego, albo nie tworzą grup pięciogodzinnych i dostanie się dziecka tylko na ten czas staje się niemożliwością, gdyż otrzymuje on na wstępie informacje, że dziecko raczej może nie być przyjęte. Lub tworzą jedną grupę pięciogodzinną i selekcja jest bardzo duża. Zatem w większości przypadków rodzice muszą zdecydować się na to, że ich dziecko będzie pełne godziny, a oni pokryją koszt. Poza tym, jeżeli rodzice pracują nie mogą pozwolić sobie na to, aby dziecko pozostało w placówce tylko pięć godzin. Dlatego premier wpadł na pomysł, że każda kolejna godzina będzie odpłatna, ale tylko złotówkę, resztę pokryją samorządu. Te z kolei narzekają, że ich nie stać na takie wydatki z budżetu. Obiecuje się im, że otrzymają na to pieniądze. Ale powiększająca się dziura budżetowa z pewnością ostudzi te zapały. Można, zatem liczyć się z tym, że jest to kolejna obietnica przed wyborami, która może nie znaleźć pokrycia w rzeczywistości.

Projekt związków partnerskich

Ostatnio głośno było na temat związków partnerskich. Stały się one jedną z przyczyn odwołania ministra Gowina i zaostrzenia różnic w poglądach politycznych pomiędzy nim, a premierem Donaldem Tuskiem. Obydwaj politycy reprezentują odmienne poglądy w tej sprawie. Gowin jest konserwatywny, natomiast Tusk bardziej liberalny. Konserwatyści bronią rodziny oraz praw zapisanych w konstytucji. Natomiast liberałowie pragną, aby każdy miał prawo do samostanowienia. Niestety, jeżeli chodzi o związki partnerskie, wielka burza polityczny wokół nich ucichała po kilku miesiącach. Nadal brak rozwiązań. Polityczne debaty nic nie przyniosły. Wydaje się, że jest to kolejny projekt polityczny, który umrze śmiercią naturalną. Podnoszono, że kwestia ich rozwiązania powinna być priorytetowa. Niestety brak porozumienia zakończył rozważania nad ustawą. Wielka burza polityczna owocowała licznymi wystąpieniami i ostrymi wypowiedziami, zarówno ze strony polityków konserwatywnych, jak i liberalnych. W pamięci pozostaną słowa byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który stwierdził, że większość ludzi nie jest przychylna mniejszości seksualnej, którą tworzą geje i lesbijki. Jak się okazało wywołało to kolejną burzę polityczną, którą mogliśmy podziwiać w mediach. Obecnie projekt związków partnerskich został zamieciony pod dywan. Nikt już o tym nie mówi.

Problemy monarchii hiszpańskiej

Zdaje się, że hiszpańska monarchia chwieje się ku upadkowi. Czarę goryczy przelała księżniczka Christina, która jest przesłuchiwana w sprawie defraudacji publicznych pieniędzy. Jej mąż założył fundację, która miała na celu pomagać. Jednak uzyskiwane duże dochody doprowadziły do tego, że para zaczęła wieść coraz bardziej wystawne życie i chwalić się swym majątkiem. W końcu postanowiono sprawdzić, jak się ma ich fortuna do prowadzonej fundacji. Na jaw wyszły liczne oszustwa. Z początku księżniczka do niczego się nie przyznawała. W toku postępowania na jaw wyszły maile, które pisał do niej mąż prosząc o radę. Tak naprawdę jest to czara goryczy, która została przelana. Do tej pory Hiszpanom nie podobało się to, jak ich władca prowadzi wystawne życie, kiedy naród cierpi z powodu toczącego się kryzysu, który pogrąża ich kraj. Król wyjeżdżał na kosztowne safari, polował na niedźwiedzie w Rosji i doszło do tego, że jego wnuk postrzelił się z broni ojca w stopę, gdyż był pozostawiony bez opieki. Z pewnością nie pomoże im także to, że cały dwór królewski odsunął się od Christiny i jej rodziny. Polityka monarchów nie uwzględniła kłopotów obywateli w dobie kryzysu. Zajęci byli zaspokajaniem swoich potrzeb i sprzeniewierzaniem pieniędzy państwowych na własne przyjemności. Monarchia powinna dbać o lud.

Prawo i Sprawiedliwość zaczyna odsuwać się od tematu Smoleńska

Antoni Macierewicz z Prawa i Sprawiedliwości wydaje się być pochłonięty sprawą katastrofy smoleńskiej bezgranicznie. Inni politycy jego ugrupowania pragną już wyciszenia szumu wokół tej tragedii. Prawdopodobnie dostrzegają, że społeczeństwo jest już po części zmęczone tymi rewelacjami i pragną zbudować nowy obraz swojej partii, w którym temat katastrofy smoleńskiej nie będzie stanowić centrum. Widocznie Antoni Macierewicz pragnie czegoś innego. Nadal prezentuje coraz to nowsze rewelacje dotyczące tragicznego lotu. Ostatnio na jednym ze swych wykładów powiedział, że katastrofę przeżyły trzy osoby. Jednak nie poparł swojej wypowiedzi żadnymi dowodami. Politycy Prawa i Sprawiedliwości uważają Macierewicza za błyskotliwego polityka, jednak nie są w stanie nad nim zapanować. Pragną skupić się na innych aspektach swojej polityki, aby przyciągnąć większą liczbę wyborców, którzy pozwolą im wygrać w wyborach. Nawet prezes Jarosław Kaczyński odsuwa się już w swoich wypowiedziach od katastrofy smoleńskiej. Widać, że politykom zależy na tym, aby przyciągnąć wyborców centralnych i ich przekonać do swoich racji. Polityka Prawa i Sprawiedliwości popierana jest przez konserwatywną część społeczeństwa, o którą zabiega także Platforma Obywatelska. Czas pokaże, jakie zmiany zajdą w Prawie i Sprawiedliwości i w jakim kierunku udadzą się politycy.

Politycy a media

Okres poprzedzający wybory do parlamentu jest niekiedy dość burzliwy. Politycy zamiast skupiać się na tworzeniu programów politycznych i udostępniania ich swoim wyborcom, skupiają się bardziej na przepychankach słownych. Niegdyś demokracja zdawała się być łatwiejsza, bardziej przejrzysta. Niestety rozwój mediów wpłynął także na zmianę obrazu polityki. Ludzie nie są już pozbawieni informacji na temat tego, co się dzieje w kraju i na świecie. Docierają do nich wieści za pomocą mediów. Informowani są na bieżącą. Dlatego dla wielu polityków życie medialne stanowi integralną część tego, aby zostać wybranymi do parlamentu. Wystąpienia w mediach niekiedy są ważniejsze od programów politycznych. Zdyskredytowanie przeciwnika za pomocą dostępnych środków stanowi najważniejszy element. Należy pokazać się z jak najlepszej strony i upokorzyć drugą. Niekiedy wyborcy idąc na głosowanie nie wiedzą tak naprawdę, jaki jest pełny program partii politycznej oraz jej cele. Znają wyrywki informacji przedstawianych w mediach. Nie sprawdzają, czy prezentowane postulaty mają jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości. Głosują na tych, których znają z telewizji. Polityk, który się prezentuje w mediach z pewnością ma większe szanse na ponowną elekcję niż ten, który pozostaje poza zainteresowaniem środków masowego przekazu.

Prace nad ustawą o umowie partnerskiej

Burza polityczna wokół związków partnerskich ucichła. Nadal nie ma realnych rozwiązań. Pierwszy projekt ustawy autorstwa Artura Dunina upadł w pierwszym czytaniu. Tak naprawdę przyczynili się do tego również konserwatywni posłowie Platformy Obywatelskiej. Obecnie rząd pracuje nad tym projektem w taki sposób, aby pogodzić liberałów i konserwatystów. Niestety jest to trudne. Liberałowie nie zgadzają się z pewnymi tezami wysuwanymi przez konserwatystów, a ci drudzy przez liberałów. Mówiono także o tym, że powstaną dwa projekty ustawy. Nie zgodził się na to premier Donald Tusk, który kazał swoim posłom na opracowanie jednego wspólnego projektu. Zatem od stycznia minęło już kilka miesięcy i tak powstaje nowa wersja ustawy, ale dotycząca już tylko umowy partnerskiej. Według niej nie będzie trzeba zawierać związku w Urzędzie Stanu Cywilnego, a wystarczy podpisanie umowy u notariusza o tym, że pozostaje się w związku. Politycy liberalni i konserwatyści zdaje się, że poszli na kompromis. Wielu polityków uważa, że kwestia ta powinna być rozwiązana. Jednak trudno jest im znaleźć kompromis pomiędzy konserwatystami a liberałami. Może nowy projekt ustawy przygotowanej przez polityków Platformy Obywatelskiej będzie strzałem w dziesiątkę, po tym, jak pierwszy został odrzucony. Konserwatyście nie chcą, aby te związki były traktowane na równi z małżeństwem.