Tanie przedszkola kolejną obietnicą

W realizacji postanowień polityki prorodzinnej premier Donald Tusk wiele obiecuje. Czasami należy zastanowić się, czy nie są to znowu czcze obietnice przed wyborami do parlamentu. Jednym z takich przyrzeczeń zdaje się być opłata za przedszkole. Każdy rodzic bezpłatnie może posłać tam swoje dziecko, ale tylko na pięć godzin. Co niekiedy jest niemożliwe. Gdyż przedszkola są placówkami utrzymującymi się po części z pieniędzy od rodziców. Dlatego, albo nie tworzą grup pięciogodzinnych i dostanie się dziecka tylko na ten czas staje się niemożliwością, gdyż otrzymuje on na wstępie informacje, że dziecko raczej może nie być przyjęte. Lub tworzą jedną grupę pięciogodzinną i selekcja jest bardzo duża. Zatem w większości przypadków rodzice muszą zdecydować się na to, że ich dziecko będzie pełne godziny, a oni pokryją koszt. Poza tym, jeżeli rodzice pracują nie mogą pozwolić sobie na to, aby dziecko pozostało w placówce tylko pięć godzin. Dlatego premier wpadł na pomysł, że każda kolejna godzina będzie odpłatna, ale tylko złotówkę, resztę pokryją samorządu. Te z kolei narzekają, że ich nie stać na takie wydatki z budżetu. Obiecuje się im, że otrzymają na to pieniądze. Ale powiększająca się dziura budżetowa z pewnością ostudzi te zapały. Można, zatem liczyć się z tym, że jest to kolejna obietnica przed wyborami, która może nie znaleźć pokrycia w rzeczywistości.

Both comments and pings are currently closed.